Kończy się nasz pobyt na wyspie Rodrigues. Jutro wracamy na Mauritius, żeby ostatnie dwa dni naszej wyprawy spędzić w miasteczku Mahébourg.

Rodrigues okazał się bardzo sympatyczną wyspą, taką jaką Mauritius był 20 – 30 lat temu, czyli zupełnie nienastawioną  na masową turystykę. Nie spotka się tutaj supermarketów, ani centr handlowych, czy też (dzięki Bogu) McDonaldów. Na wyspie są zaledwie trzy lub cztery stacje benzynowe, ani w stolicy (którą można zwiedzić w pół godziny) ani nigdzie indziej nie ma świateł ulicznych, a hoteli jest tyle samo, co stacji benzynowych. Można zatem poobserwować w spokoju toczącą się leniwie egzystencję miejscowej ludności, która daleka jest od szaleńczego tempa życia w miastach zachodnich.

Reklamy